Jak z fotografa zrobiono ze mnie pomocnika nie-fotografa …

 

Świat fotografii jest pięknem samym w sobie. Kruchym, delikatnym, pełnym uczuć, wrażliwości. Fotografia pociągnęła mnie, zmieniła moja wrażliwość, postrzeganie otoczenia, zacząłem obiektywem swojego aparatu odmalowywać świat, szczególnie ten północny. Chciałem uchwycić i przekazać innym wszystkie piękne chwile, które mnie spotkały. To dla mnie przywilej. Wy natomiast polubiliście moje arktyczne kadry, dając mi przez to dużo radości i powodów do tego, aby publikując zdjęcia dokumentować moje podróże.

Dobre przygotowanie fotograficzne do ekspedycji oznacza zabranie ze sobą dużej ilości sprzętu. Dwa aparaty, kilka obiektywów, filtry, baterie, dyski i karty. No i dron. Zawsze staram się, aby sprzęt był zdublowany. Na ubiegłoroczną ekspedycję wziąłem swojego drona oraz użyczonego mi jako awaryjny drona p. Andrzeja Górajka. Ze względu na stan tego urządzenia wziąłem je i zleciłem prace serwisowe zapewniając sobie tym samym opcję awaryjną.  Na dalekiej północy jest to istotne, ponieważ drony często się „urywają”. Taka też sytuacja spotkała mnie po kilku tygodniach rejsu i mój dron startując uderzył w wanty, całe szczęście spadł na pokład, ale uszkodził się gimbal i w tym stanie nie nadawał się już do użytku. Całe szczęście miałem drugi, z którego zacząłem korzystać przez ostanie dwa tygodnie ekspedycji. Przy użyciu moich aparatów oraz obu dronów udało mi się wykonać wiele pięknych zdjęć. Część z nich zaprezentowałem na swoich stronach.

W lutym tego roku do konkursu Pantaenius Jacht Foto zgłosiłem swoje dwie prace. Obie powstały w ubiegłym roku w trakcie ubiegłorocznej ekspedycji. Trudno mi było wybrać tylko dwa zdjęcia, ale musiałem to zrobić. Wybrałem kadry które znacie, ponieważ dzięki Waszym głosom zdecydowanie, z bardzo dużą przewagą wygrały w konkursie o nagrodę publiczności.

Dwa konkursowe zdjęcia: “Szalony humbak u burty jachtu” oraz “Biegun północny tuż tuż” dzięki Waszym głosom zdecydowanie wygrały w konkursie Pantaenius Jacht Foto – Nagroda Publiczności.

 

Mój sukces nie mógł przejść niezauważony …

Pierwszy atak został przypuszczony na zdjęcie z humbakiem. Otrzymałem informację od organizatora, że kwestionowana jest tematyka zdjęcia i że brak na nim jachtu. Zostałem poproszony o podanie okoliczności wykonania fotografii. Doprecyzowałem, że zostało wykonane z pokładu jachtu w trakcie rejsu po Svalbardzie, podałem współrzędne i datę. Na ten moment wystarczyło. Organizator w odpowiedzi napisał, że odparł zarzut niezgodności z regulaminem, gdyż żeglowanie to nie tylko pokład i kadłub, a uchwycony moment wart jest publikacji, nawet jeśli nie widać na zdjęciu pokładu.

Chwilę później, kiedy już było widać, że moje zdjęcia otrzymują dużo głosów, pojawił się następny atak, tym razem imienny, wystosowany przez p. Iwonę Marchewkę, będącą bardzo mocno związaną z Natango. Tym razem chodziło o zdjęcie „Biegun północny tuż, tuż…” zrobiony znad lodowca Austfonna, na którym w dalekim tle pojawiła się trudna do rozpoznania sylwetka jachtu Ocean B.

P. Iwona Marchewka napisała do organizatorów: Z tego co mnie wiadomo, to nie ma zgody na posługiwanie się wizerunkiem jachtu Ocean B przez zgłaszającego w tym konkursie czy w jakimkolwiek publicznym medium. Zapytajcie kapitana Andrzeja Górajka armatora jachtu, bo będzie z tym problem.

P. Iwona kończąc studia prawnicze i pracując w zawodzie powinna wiedzieć, że nie może być mowy o ochronie wizerunku rzeczy, szczególnie, kiedy rzecz nie ma wartości artystycznej, kulturowej, czy historycznej. Poprosiłem moją kancelarię o opinię prawną w sprawie. Po przekazaniu jej organizatorowi, zdjęcie zostało obronione, pomimo tego, że p. Iwona Marchewka kolejny raz odniosła się do „bezprawnej publikacji”. Gdyby uznać ten zarzut  – organizator konkursu musiałby usunąć niemal wszystkie inne zdjęcia zgłoszone do konkursu, gdyż znajdowały się jachty, mariny, porty.

Wiedziałem, że na tym się nie skończy …

18 kwietnia do organizatora wpłynęło oficjalne pismo od pp. Haliny i Andrzeja Górajków. Z tego pisma dowiedziałem się, że pół roku wcześniej została mi zlecona jako podwykonawcy usługa pilotowania dronem, w trakcie której usługę wykonywania zdjęć, w tym ustawianie kadru, przesłony, momentu fotografowania, czasu naświetlenia wykonywał kto inny. Musicie wiedzieć, że jako jedyny posiadałem uprawnienia państwowe pozwalające mi latać. Dron DJI Mavic posiada jedną konsolę i każde działanie osoby innej niż operator stanowi złamanie prawa lotniczego. Jak zapewne się domyślacie nie wiedziałem wówczas nie tylko o tym, że została zlecona mi usługa, ale również, że mam współpracować z osobą, której zlecono rzekomo wykonywać zdjęcia. Co więcej Paweł nigdy wcześniej nie ujawnił swoich zdolności fotograficznych i nigdy w jego rękach nie widziałem aparatu fotograficznego innego niż iPhone pozwalającego na automatyczne wykonanie zdjęcia. A ustawienie przesłony, czasu, kadru… jednak coś trzeba o tym wiedzieć. Tak jak pisząc tego typu pismo, że jeszcze jest do ustawienia balans bieli, głębia ostrości, że stosuje się filtry. Wszystkie zrobione zdjęcia zapisywane było w formacie „do wywołania”. Do tego potrzeba programów i umiejętności ich obsługi.

Opisując sytuację nie używam słów „absurdalne”, „bzdurne”, „niedorzeczne”, „komiczne”. Myślę, że jest to oczywiste.

Pismo pp. Haliny i Andrzeja Górajków do organizatora konkursu fotograficznego.

Czym zatem podeprzeć takie pismo? Najlepiej jakimś podobnej rangi „dokumentem”. Okazała się nim załączona do pisma umowa o dzieło na wykonanie zdjęć. Kiedy i dlaczego Paweł podpisał tę umowę jest odrębną sprawą, nie na dziś. Ale jeśli spojrzymy na harmonogram Natango na 2021 r. jest drugim kapitanem prowadzącym ich rejsy.

Dzięki tej umowie dowiedziałem się jeszcze jednej rzeczy, o której wcześniej jako współorganizator i współfinansujący ubiegłoroczną ekspedycję nie wiedziałem, nawet w trakcie rozliczania wyprawy: Paweł nie uczestniczył za darmo. Pojawił się nieujawniony wcześniej dochód po stronie Natango. To z resztą nie był odosobniony przypadek.

W jednym z punktów umowy, dotyczącym praw autorskich znajduje się zapis dotyczący przeniesienia ich w momencie zapisu na karcie pamięci drona będącego własnością Zamawiającego. Dron był wyposażony w moje karty (nie są to zwykłe karty, muszą być wyższej klasy, aby umożliwić szybki zapis), moje kable, mój iPad, moje oprogramowanie, mój uchwyt. No i we mnie. Jako operatora.

Działania Natango wobec moich konkursowych zdjęć były z rodzaju „na zmęczenie”. W końcu, po którymś z kolejnych ataków organizator miał dość i przesłał do mnie poniższą informację:

Dzień dobry,

Niniejsza decyzja dot. zdjęcia zatytułowanego “Biegun Północny tuż, tuż”  przesłanego przez p. Marka Rajtara w związku z oficjalnym zgłoszeniem o braku zgody na wykorzystywanie zdjęcia i wizerunku jachtu przez państwa Górajek.

Nie jest zadaniem ani kompetencją organizatorów konkursu rozstrzyganie, do kogo należą prawa autorskie oraz prawa do wizerunku jachtu widocznego na zdjęciu. Obawiamy się także, że Państwa nierozstrzygnięty spór upubliczniony na Facebooku mógłby z kolei wpłynąć na wizerunek konkursu Jacht Foto, niniejszym więc w sytuacji niewyjaśnionego statusu w.w. zdjęcia podejmujemy decyzję o usunięciu pracy z konkursu i mediów z nim związanych. Usunięcie pracy nastąpi w dniu dzisiejszym.

Tym samym, pomimo wygrania nagrody w konkursie publiczności, żadne z moich zdjęć nie znalazło się w finałowej trzydziestce. Natango osiągnęło cel.

Zabrało im jednak trochę konsekwencji, bo na swojej stronie fb nadal podawana jest informacja o moim autorstwie zdjęcia.

Zostawmy za sobą konkurs. Pisałem o nim jako dodatek do wcześniejszego artykułu “Jak z kapitana jachtowego zostałem okrętową ciurą”. To kontynuacja wątku o wiarygodności. Dla mnie jest ona jednoznaczna, skoro nawet w piśmie procesowym p. Andrzej Górajek oświadcza, że wpłacił całą zaliczkę na nowy „wspólny” jacht, kiedy w rzeczywistości to ja wpłaciłem ją w 80%. A zakup Magica sfinansowałem w 95%. Przy tym powyższe pismo i umowa to epizod.

Warto mieć jednak świadomość, że moje zdjęcia, wideo oraz stopklatki z moich materiałów wideo są bezprawnie wykorzystywane przez Natango, do celów komercyjnych, pomimo wysłanego kilka miesięcy temu wezwania do zaprzestania takich praktyk. Ich strona fb pełna jest przykładów.

Moje materiały używane są również na stronie www, na spotkaniach organizowanych przez Natango, w mediach. Przykładów jest dużo i nie trzeba ich mnożyć. Ważna jest istota działania. Jak w przypadku głównego zdjęcia jachtu Ocean B na serwisie Marine Traffic – zabranie, użycie, nie wskazanie źródła, a nawet zastrzeżenie nie posiadanych praw autorskich.

Poza zdjęciami jeszcze sporo moich i Men of Sea rzeczy zostało „przygarnięte”.

W ubiegłym roku zbudowaliśmy nową stronę www. Ile trzeba włożyć w to czasu i pracy wie każdy kto budował stronę. Szczególnie w zakresie treści. Natango poszło jednak prostszą drogą, bo co coś tworzyć samemu, kiedy można skopiować od kogoś. I to często bez zmiany treści zdań. 

Nasze autorskie, przygotowane przez Gosię i realizowane trzeci rok wyprawy Zorze i Wieloryby również zostały skopiowane: terminy, miejsca, pomysł. Inna nazwa: Żeglarstwo z zorzą polarną i wielorybami. Nigdy nie zamykaliśmy przed innymi morza, ale poczuliśmy, że ponownie ktoś chce wykorzystać naszą pracę.

Od lat budowane przez nas grono znajomych, sympatyków i przyjaciół również stało się łakomym kąskiem dla Natango. Większość z Was mogła tego doświadczyć, o ile byliście przynajmniej od pół roku moimi znajomymi z fb lub polubiliście nasz fan page. Zapewne dostaliście zaproszenie do grona znajomych od p. Andrzeja Górajka, a widząc jeszcze wówczas wspólną znajomość ze mną oraz pamiętając wcześniejsze komunikaty o ekspedycji mogliście czuć się bezpiecznie.

Nasz praca włożona w to co robimy, w fotografię, w organizację wypraw, pomysły – to duży trud. Trudno się coś buduje. Łatwiej zabrać.

EnglishGermanNorwegianPolish
Copy Protected by Chetan's WP-Copyprotect.